Szukaj:

  Katalog stron   |   Informacje   |   Kontakt   |   Internet   |   Felietony   |   Ogłoszenia   |   Forum 365  
 Reklama 
Turystyczny Katalog Stron
Menu strony
Strona główna
Albumy użytkowników
Boksy
Czytnik RSS
Download
Encyklopedia
Filmy
Katalog firm
Animacje flash
Forum
Galeria zdjęć
Informacje
Kontakt
Twoje konto
Ogłoszenia
Opinie
Randki
Sondy
Statystyki
Teksty
Użytkownicy
Internet
Wyszukiwarka
Reklama Tekstowa
Reklama



Cenus.pl -> AGD-RTV


Artykuły
Czy pies łańcuchowy jest ważniejszy od katolika?
Bartoszewski znów nie wie, co mówi
„Zapomniane i nie ukarane zbrodnie!”
Komu zaufać, kiedy rynki szaleją?
O paradoksach konserwatywnego anty-antykomunizmu
Toop Nowości
Kraków zamierza rozbroić izraelskich ochroniarzy
Korupcję w rządzie Platformy zatrzymać może tylko J. Pitera !
ZASTĘPCA SIKORSKIEGO TO TW "TROJANOWSKI"
20. rocznica powstania Białoruskiego Frontu Narodowego
Posłowie PO: Tusk powinien zrezygnować ze stanowiska
 Felietony 
Czy pies łańcuchowy jest ważniejszy od katolika?
Bartoszewski znów nie wie, co mówi
„Zapomniane i nie ukarane zbrodnie!”
Komu zaufać, kiedy rynki szaleją?
O paradoksach konserwatywnego anty-antykomunizmu
 Sprawdź 
 O paradoksach konserwatywnego anty-antykomunizmu 

Pan Janusz Korwin-Mikke napisał na swym blogu: Dlatego na te (patrz niżej) poczynania SB patrzę ze zrozumieniem.

 

-

 



Kluczowe dla historii Polski jest dowiedzenie się: w którym momencie bezpieka, uważająca (i słusznie!) KSS KOR za głównego wroga Polski - nieoczekiwanie dopuściła do rozmów w Magdalence eksponentów "Wielkiego Wschodu", czyli Jacka Kuronia i Adama Michnika - i postanowiła oddać im władzę w Polsce.

To nastąpiło w ciągu dwóch dni, między 13 a 15 września 1988. Co się wtedy stało?

P. Mieczysław F. Rakowski twierdzi, że euro-lewica obiecała duże pieniądze...


Janusz Korwin-Mikke po raz kolejny dowiódł, że goni w piętkę. Piszę to z wielkim żalem, bo jego sympatykiem stałem się w wieku 15 lat i przez cały okres licealny łapczywie chłonąłem treści zawarte w jego "Najwyższym Czasie". Niestety, kilka miesięcy temu zraziłem się ostatecznie do tego polityka.

JKM zawsze był sceptyczny wobec narodowych mitów, co jest dobrą cechą intelektualisty konserwatywnego. Bez litości demaskował pan Janusz mit Piłsudskiego, mit Powstania Warszawskiego (i innych powstań narodowych), mit „Solidarności”. Czasem w swej krytyce za daleko się zapędzał, ale należy oddać mu honor za przywoływanie faktów na ogół skazanych na przemilczenie oraz po prostu za zmuszanie czytelników do myślenia.

To łamanie obowiązujących schematów intelektualnych zapędziło pana Janusza w schematy będące lustrzanym odbiciem tych kwestionowanych. Przeprowadźmy logiczny rozbiór zacytowanego fragmentu felietonu - otóż największym wrogiem Polski był KOR - gromada masonów i trockistów, do patriotów ze Służby Bezpieczeństwa można mieć pretensje tylko o to, że w porę się z tą zarazą nie rozprawiła.

Pan Janusz nie rozumie, że ludzie angażujący się w opozycję antypeerelowską bardzo często nie zastanawiali się, czy są konserwatystami, socjalistami, chadekami czy liberałami. Odruch sprzeciwu był często odruchem nie tyle politycznym, co moralnym, chęcią bycia z bitymi a nie bijącymi. Zdaje się też zapominać, że ówczesna władza nie miała żadnej legitymizacji poza nagą siłą, że w latach 1944-56 znajdowaliśmy się pod sowiecką okupacją, zaś w latach 1956-89 byliśmy państwem satelickim Związku Sowieckiego. Jeśli gdzieś należało szukać patriotów, to raczej w KORze, ROPCiO, KPNie i Solidarności, a nie w SB.

Niektóre twierdzenia, które wychodzą ostatnio spod pióra p. Korwin-Mikkego, sprawiają, że mogę dziś z całą stanowczością stwierdzić, że na tego pana więcej swojego głosu nie oddam. Nie chcę, by reprezentował mnie ktoś, kto utrzymuje, że PRL była "państwem suwerennym", zaś gen. Jaruzelski to "wielki patriota". Patriota być może, jednak nie polski, a sowiecki.

W umyśle pana Mikkego zalęgła się i kuriozalna wizja Jaruzelskiego, który zapragnął zostać polskim Pinochetem i za pomocą ministra Wilczka wprowadzić w naszym kraju wolnorynkowy raj, który to szlachetny plan został udaremniony przez Kiszczaka, który dogadał się z eurokomunistami i euromasonami Michnikiem i Kuroniem i wraz z nimi pchnął Polskę w odmęty eurosocjalizmu.

Korwin-Mikke zaznacza, że "ustawa Wilczka" wprowadziła wolny rynek, zaś kolejne rządy, tak postsolidarnościowe, jak i postkomunistyczne gospodarkę jedynie ograniczały. Owszem to prawda, ale właśnie po to owa ustawa była. Jej celem nie było zbudowanie w Polsce liberalnego kapitalizmu, ale stworzenie warunków do uwłaszczenia nomenklatury, stworzenia warstwy czerwonych oligarchów. Gdy te cele zostały osiągnięte, komuniści mogli spokojnie z powrotem zakręcić śrubę i przywdziać szatki "europejskich socjaldemokratów".

W środowiskach UPRowskich widoczna jest fascynacja modelem chińskim - wprowadzenia wolnego rynku przy zachowaniu rządów twardej ręki i komunistycznej frazeologii. Fascynacja moim zdaniem nieuzasadniona. Nie jestem ekonomistą, ale zwracam uwagę na analizy, wedle których chiński "cud" jest mocno przereklamowany, dane gospodarcze tyczące Państwa Środka mocno koloryzowane, zaś gospodarka najludniejszego państwa na kuli ziemskiej wcale nie taka znów liberalna. Jednocześnie Chinami nadal rządzi bodaj najbardziej zbrodniczy reżym istniejący obecnie na świecie. Być może czytelników sprawa Tybetu czy represyj wobec sekty Falun Gong niewiele obchodzi, więc wspomnę o przymusowych tzw. aborcjach nawet w dziewiątym miesiącu ciąży oraz o prześladowaniu chrześcijan - tak katolików (prawdziwych katolików, wiernych Ojcu Świętemu, w odróżnieniu od propekińskich "księży-patriotów"), jak i niezależnych wspólnot protestanckich.

Innym przykładem podawanym za wzór jest putinowska Rosja, gdzie jakoby budowie systemu semi-autorytarnego miało towarzyszyć zliberalizowanie gospodarki. Owszem, w symbolice państwa rosyjskiego wprowadzono trochę elementów rodem ze "starego ładu", pozostawiono jednak, bądź wręcz przywrócono, mnóstwo elementów sowieckich. Symbolika zresztą jest tylko symboliką, służyć ma legitymizacji władzy. A władza w Rosji pozostaje w rękach KGBowskich. Jakiejś szczególnej liberalizacji gospodarki też nie widać, do obecnej względnej prosperity przyczyniły się raczej posiadane złoża naturalne.

Takie są po prostu fakty. Przeczą one tezie, wedle której, gdyby Jaruzelskiemu z Wilczkiem się udało, to mielibyśmy drugie Chiny czy też druga Rosję. A nawet gdybyśmy mieli, to warto zastanowić się, czy to jest to, czego byśmy pragnęli.

Innym prominentnym prawicowym anty-antykomunistą jest redaktor Jan Engelgard. Jego publicystyka w zasadzie sprowadza się do trzech spraw  krytyki polityki zagranicznej prezydenta Kaczyńskiego (skończmy z prometeizmem, nie drażnijmy Rosji itd.), frontalnej krytyki lustracji oraz dezawuowania opozycji antypeerelowskiej i współczesnych polityków z niej się wywodzących. W pierwszej z tych kwestyj radykalnie się z Engelgardem nie zgadzam, ale to temat na inny artykuł. Dwie kolejne wynikają z tego, że pan redaktor w swych dzisiejszych wystąpieniach po prostu kontynuuje linię polityczną, jaką realizował jako członek PAXu.

Nie jestem w stanie jednoznacznie potępić wszystkich działań Stowarzyszenia PAX. Niewątpliwie jedynie dzięki rozległym wpływom, jakie uzyskał Piasecki, wielu chociażby byłych AKowców mogło dostać pracę i po prostu przeżyć w nowej rzeczywistości. Nie należy też zapominać o działalności wydawniczej PAXu, której zawdzięczamy ukazanie się w PRLu książek np. Cata-Mackiewicza czy Kossak-Szczuckiej. Jednocześnie nie należy zapominać, że to właśnie przywódca PAXu rozbijał od środka polski Kościół katolicki, choćby animując ruch „księży-patriotów” oraz firmował ten cały niebywały syfilis intelektualny, jakim była pokraczna synteza katolicyzmu i marksizmu.

Nikt panu Engelgardowi nie robi i robić nie powinien zarzutów z powodu samego tylko członkostwa w PAXie, tak jak nikt nie wyrzuca Mikkemu członkostwa w SD. Niesmak budzi natomiast fakt, że pan Jan niemal dwie dekady po upadku PRLu nadal pozostał w duszy PAXowcem, zaś swą postawę, może i nie haniebną, ale i też nie będącą powodem do chluby, przedstawia jako jedyną możliwą dla konserwatysty czy narodowca. Jest to po prostu niepoważne.

Faktem bycia konserwatywnym anty-antykomunistą chlubi się też doktor Adam Wielomski. I muszę przyznać, że jest w swojej postawie konsekwentny, w odróżnieniu od Mikkego, gromiącego „masonów” z KORu i wynoszącego pod niebiosa „patriotę” Jaruzelskiego, a jednocześnie będącego autorem sławetnej uchwały lustracyjnej z 1992 roku i trąbiącego wszem i wobec o agentach Wałęsie i Jurczyku. Pan Adam przyznaje, że lustrację gotów jest traktować czysto instrumentalnie, zaś za obowiązujące uznaje wyroki sądowe, przez co nie uznaje za agentów tak ewidentnych kapusiów jak właśnie Jurczyk czy Wałęsa. Znamienna była moim zdanie reakcja doktora na opublikowanie przez „Biuletyn IPN” dowodów na współpracę z bezpieką Jana M. Fijora. Pan Adam obruszył się na niecne nastawanie na cześć publicysty, nie zauważył tylko, że na cześć p. Fijora nikt nie nastawał. Z materiałów wynika bowiem, że nikomu on specjalnie swoją współpracą nie zaszkodził. Pan Jan nie występował nigdy za lustracją czy przeciw lustracji, a w takich sytuacjach ujawnienie faktu o jego agenturalności mogłoby go skompromitować – pisał po prostu kompetentne artykuły o ekonomii. I jeśli coś może budzić niesmak to nie to, że coś tam kiedyś podpisał, ale to, że dwukrotnie szedł w zaparte – po znalezieniu się na tzw. liście Wildsteina i po publikacji w „Biuletynie”, która – w moim odczuciu – nie pozostawia absolutnie żadnych wątpliwości.

Adam Wielomski – mam nadzieję, że pamięć mnie nie myli i to faktycznie był jego tekst – opublikował w roku bodajże 2001 na łamach „Najwyższego Czasu” felieton, z którego wynikało, że w 1981 roku konserwatysta winien był poprzeć Jaruzelskiego, reprezentującego siły ładu i porządku przeciw Solidarności, będącej czynnikiem rewolucyjnym.

Jest to pierwszy z paradoksów konserwatywnego anty-antykomunizmu. Umiłowanie ładu tak wielkie, że przestaje mieć znaczenie, jaki to ład. Ład, którego bronił stan wojenny, był ładem zaprowadzonym w roku 1944, ładem zbudowanym na krwi polskich patriotów, żołnierzy podziemia niepodległościowego. Ładem narzuconym przez Związek Sowiecki. Ładem pozbawionym jakiejkolwiek legitymizacji. Czy takiego ładu winien bronić konserwatysta? Przypominam, że z perspektywy legitymistycznej, istniał ład alternatywny wobec istniejącego w kraju uzurpatorskiego pseudo-ładu. Mam na myśli rząd polski w Londynie. Owszem, była to grupa coraz bardziej ośmieszających się wzajemnymi swarami starszych panów, ale był to legalny polski rząd.

Hołdowanie każdemu ładowi, każdemu władcy i potępianie każdego przeciw nim buntu jest pewnym paradoksem konserwatyzmu. Prowadzi bowiem w moim odczuciu w prostej linii do uznania koncepcji pozytywizmu prawnego. Konserwatysta natomiast winien być zwolennikiem teoryj prawnonaturalnych i uznawać, że są wartości wyższe niż prawo stanowione, nieważne przez kogo i posłuszeństwo wobec każdej władzy. Należy sobie zadać pytanie, co chcemy, jako konserwatyści konserwować. Wydawało mi się, że wartości katolickie, europejskie, polskie – wartości cywilizacji łacińskiej. Zginanie zaś karku przed każdą zwierzchnością nie jest czymś, co łączy się z tą cywilizacją, jest to charakterystyczne raczej dla cywilizacyj bizantyńskiej i zwłaszcza turańskiej. Nie da się bowiem ukryć, że po drugiej wojnie światowej zalała Polskę fala turańszczyzny.

Dla konserwatysty „transformacja ustrojowa” powinna była rozpocząć się od restytucji starego ładu – wprowadzenia, choćby symbolicznie, na jeden dzień, przedwojennej konstytucji i innych aktów prawnych i budowy nowego stanu rzeczy wedle ich uregulowań. Fakt, że tego nie dokonano świadczy o tem, że nadal żyjemy w ładzie wprowadzonym po roku 1944, tyle że tu i ówdzie przepoczwarzonym.

Śmieszny jest argument, że przeciwnicy powojennego ładu zwalczali go zdecydowanie częściej z pozycyj lewicowych niż prawicowych. A niby kto i w imię czego miałby go zwalczać? Prawica znajdowała się albo w Londynie, albo dwa metry pod ziemią – właśnie wskutek wprowadzania owego nowego ładu.

Największym paradoksem konserwatywnego anty-antykomunizmu jest wyabstrahowanie się od rzeczywistości i przebywanie w obłokach misternych konstrucyj myślowych. Jest to coś od jakiegokolwiek konserwatyzmu jak najdalsze. Można sobie snuć wizje libertariańskich utopij, można ślepo powtarzać pewne wnioski, do których swego czasu doszedł Dmowski, przy całkowitym ignorowaniu mechanizmów myślowych, ale świadczy to o oderwaniu od realiów.

Fakty zaś są takie, że postawa anty-antykomunistyczna jest postawą ze wszech miar konserwatywną. Czymś bardzo konserwatywnym są wypowiedzi antylustracyjne, dezawuowanie wszelkiej opozycji antysystemowej z czasów PRL, doszukiwanie się pierwiastków ładu w państwie komunistycznym. Wszystko to konserwuje bowiem pewien zastany ład. Ład Polski postmagdalenkowej  zdecydowanie antykonserwatywny, narzucony nam pospołu przez „wielkiego patriotę” Jaruzelskiego i „eurokomunistę” Michnika. Zadajmy sobie pytanie, czy jest to coś, co zasługuje, byśmy je konserwowali.

Michał Gadziński

Artykuł pierwotnie ukazał się na łamach portalu konserwatyzm.pl


admin, 28-10-2008, odsłon: 701
  
Komentarze

kqowkmog (30-10-2009, 22:27:25)
wFol70 lsrccoannlam, [url=http://wlzwmnjhezre.com/]wlzwmnjhezre[/url], [link=http://ptxmulnnlyyr.com/]ptxmulnnlyyr[/link], http://ocbfmkjjlwdc.com/

  
Dodaj komentarz
Twoje imie i nazwisko:

Wpisz komentarz:


Przepisz kod zabezpieczający:



 Newsy, Polityka, Gospodarka, Felietony 
  

 Polecamy 
 Linki 
  
Website engine's code is WebMan
Generowanie strony [s]: 0.0183
Zapytania SQL: 38